Jak to jest z tymi sądami? Niestety nie jest najlepiej. Sprawy ciągną się latami, sędziowie są zawaleni pracą i nic nie wskazuje na to żeby w najbliższym czasie coś miało się zmienić. Jednak jeśli sprawa trafi do sądu nie należy się załamywać. Często sprawy ciągną się latami jednak nie oznacza to, że spotka to akurat nas. Wszystko zależy od tego w jakim postępowaniu nasza sprawa jest rozpatrywana, np. nakaz zapłaty dostaniemy szybko ale jeśli spieramy się o na przykład ze sprzedawcą wadliwego samochodu i żądamy zwrotu pieniędzy możemy przygotować się na co najmniej kilka miesięcy walki w sądzie. Często zdarza się, że niektórzy celowo wydłużają postępowanie. Najpierw czeka się na wyznaczenie pierwszej rozprawy. Jednak wystarczy, że pozwany nie stawi się na rozprawę. Na następną poczekamy kilka miesięcy. Później może nie przyjść świadek, będzie trzeba go doprowadzić… może to wszystko trochę potrwać. Jednak na pocieszenie powiem, że według statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości w I połowie 2011 roku ponad 50% spraw zostało zakończonych w czasie nie dłuższym niż 3 miesiące.
wtorek, 6 marca 2012
poniedziałek, 6 lutego 2012
Jednym z elementów jaki hamuje liczbę pozwów wpływających do sądu są koszty. Założenie komuś sprawy wcale nie jest łatwe. Najpierw trzeba wydać pieniądze na pomoc prawną, bo rzadko się zdarza żeby laik sam bezbłędnie napisał pozew. To znaczy zachowując wymogi formalne, bo czy skutecznie to okaże się dopiero podczas rozprawy. Ile kosztuje pozew to zależy od tego czy korzystacie z usług profesjonalisty to znaczy radcy prawnego lub adwokata, czy pomógł wam magister prawa, który pozew może napisać, ale nie ma prawa reprezentowania waszych interesów przed sądem. Ceny od 500 zł (po znajomości u magistra) do kilku tysięcy. Jeśli już mamy napisany pozew to składamy go w sądzie i opłacamy. Ile? To zależy, mamy różne rodzaje opłat: stałą, stosunkową i podstawową. Opłata stosunkowa wynosi 5% wartości przedmiotu sporu, czyli jeśli procesujemy się z kimś o samochód warty 10.000 zł od tej sumy przy składaniu pozwu płacimy 5%. Opłatę stosunkową pobiera się przy sprawach o prawa majątkowe. Natomiast opłatę stałą pobiera się w sprawach niemajątkowych oraz innych wskazanych w ustawie. Tak więc przy pozwie rozwodowym zapłacimy 600 zł a 200 zł za zaprzeczenie ojcostwa. Jeśli przepisy nie przewidują pobrania opłaty stałej lub stosunkowej wtedy płacimy 30 zł tak zwanej opłaty podstawowej. Zdarza się to na przykład wtedy, kiedy składamy pozew w sądzie pracy.
Kiedy złożymy pozew i sąd wyznaczy rozprawę, a potem kolejne nasze wydatki mogą wzrosnąć. Każde wezwanie świadka, powołanie biegłych to wydatki, które później musi pokryć zazwyczaj ten kto przegra proces. Jeśli kogoś nie stać może wystąpić o zwolnienie od kosztów sądowych jednak trzeba wypełnić stosowne oświadczenie, do którego sąd nie zawsze się przychyla.
Wszystkie regulacje dotyczące kosztów sądowych znajdują się w ustawie o kosztach sądowych w sprawach cywilnych.
czwartek, 2 lutego 2012
Spotkamy się w sądzie...
Straszenie sądem. Chyba każdemu zdarzyło się usłyszeć lub pogrozić komuś spotkaniem w tej szacownej instytucji. Tego argumentu używają najczęściej ci, którzy… nie mają już argumentów. Osoba, która zna się choć trochę na prawie wie, że sąd to ostateczność i należy zrobić wszystko, żeby sprawę załatwić polubownie. Powodów aby nie kończyć sporu przed wymiarem sprawiedliwości jest bardzo dużo. Zaczynając od tak prozaicznych jak stres czy konieczność stawienia się na rozprawie (albo rozprawach, bo na jednej rzadko się kończy) po koszty. Oczywiście kiedy sprawa trafia do sądu, nigdy nie możemy być pewnie wygranej. Nawet jeśli wszystko wydaje się działać na naszą korzyść wyroki czasami bywają zaskakujące. Czasami zdarza się, że na przykład znajomy miał podobną sprawę jak nasza i wygrał, a u nas wyrok był zupełnie inny. Należy pamiętać, że nie ma jednej obowiązującej wykładni prawa. Wszystko zależy od sędziego. Pozostają jeszcze dwa aspekty, które należy rozważyć zanim zdecydujemy się na sąd . - koszty – żeby iść do sądu trzeba mieć pieniądze
- czas- sprawy w Polsce trwają minimum kilka miesięcy
Dwa powyższe punkty rozwinę dokładnie w następnych wpisach.
Wszystko to o czym piszę dotyczy oczywiście spraw cywilnych, bo sprawy karne to inna bajka.
wtorek, 31 stycznia 2012
Prawo karne a cywilne
Dla zwykłego zjadacza chleba prawo karne czy prawo cywilne to jedno i to samo. O różnicach między jednym a drugim dowiaduje się najczęściej dopiero wtedy, kiedy okoliczności zmuszają go do zainteresowania się tematem, który wcale nie jest skomplikowany.
Prawo cywilne – to gałęź prawa, która kolokwialnie mówiąc obejmuje relacje między ludźmi. A więc reguluje stosunki prawne między podmiotami (osobami fizycznymi: np. Jan Kowalski, osobami prawnymi: np. firma Kowalski sp. z o.o.). Jakie stosunki prawne? Zaczynając od tych najprostszych, jak kupowanie bułki w sklepie aż po te skomplikowane jak działalność spółki akcyjnej. Prawo cywilne to także prawo rodzinne, spadkowe, pracy czy gospodarcze.
W sprawach cywilnych przed sądem możemy występować jako powód lub pozwany. Toczymy spór, o rozwiązaniu którego decyduje sędzia. To my jeśli jesteśmy powodem (składamy pozew przeciw drugiej stronie) decydujemy o tym, czy sprawa trafi do sądu. Jeśli nie chcemy jej tam wnosić nikt nie może nas do tego zmusić.
Prawo karne – czyli wszystko to co dotyczy przestępstw, a więc czynów zabronionych przez ustawę (kodeks karny) pod groźbą kary i zawinionych. Często w przepisach prawa cywilnego (np. kodeks spółek handlowych) znajdują się także przepisy karne. Ściganiem przestępstw zajmuje się prokuratura i policja.
Przed sądem w sprawach karnych występujemy w roli oskarżonego lub pokrzywdzonego. O tym czy sprawa trafi przed sąd decyduje prokurator, w niektórych tylko przypadkach jak np. przy przestępstwie dotyczącym zniesławienia czy gwałtu ściganie zależy od woli pokrzywdzonego
.
Takie są najważniejsze różnice między prawem cywilnym i karnym. Jest oczywiście jeszcze mnóstwo innych różnic, ale te które przedstawiłam są zasadnicze.
wtorek, 27 grudnia 2011
Różne przypadki z kodeksu wykroczeń...
Święta, święta i po świętach... Mikołaj pewnie przyszedł do każdego, ale chyba nie każdy dostał prezent. Byli i tacy, którzy otrzymali rózgę, więc muszą poprawić swoje zachowanie. A ja mam tutaj parę rad, jak to zrobić. Nie każdy zdaje sobie sprawę, że zdarza mu się łamać prawo. A za to grozi nie tylko rózga ale także grzywna do 5 tysięcy złotych lub nawet 30 dniowy areszt. Takie kary przewiduje Kodeks wykroczeń. Za co można zostać ukaranym? Wybrałam kilka ciekawych przykładów:
1. Zakłócanie ciszy nocnej i nie chodzi tutaj tylko o głośną muzykę. Kodeks wykroczeń mówi także o" alarmie, krzyku lub innym wybryku."
2. Jeden z artykułów mówi o tak zwanym zbieraniu ofiar. Kto organizuje zbiórkę publiczną bez stosownego pozwolenia podlega karze grzywny. Kiedy spotkacie na ulicy kogoś kto usilnie będzie prosił o pieniądze "na chore dzieci" wystarczy zapytać o pozwolenie na zbiórkę. Gwarantuje, że przestanie Was nagabywać :)
3. Nie każdy o tym wie, ale istnieje obowiązek właściwego oznakowania swojej posesji. Każdy dom powinien mieć w widocznym miejscu wywieszoną i oświetloną! tabliczkę z numerem porządkowym oraz nazwą ulicy. Za jej brak zapłacimy nawet 250 zł.
4. Za włóczenie się po drodze publicznej można otrzymać grzywnę nawet do 1 000 zł.
5. Za kąpiel w niedozwolonym miejscu grozi kara grzywny do 250 zł lub nagana.
6. Karane jest także zbieranie szyszek, gałęzi i mchu w lesie.
7. W lesie nie wolno także niszczyć grzybów (nieważne czy muchomor czy prawdziwek) .
8. Grzywną może skończyć się także puszczanie luzem psa w lesie, w celu innym niż polowanie. Jeśli nie jesteśmy myśliwymi lepiej, żeby był na smyczy.
9. Warto pamiętać także, że Kodeks wykroczeń mówi o tzw. "nieobyczajnym wybryku". Za jego dopuszczenie się w miejscu publicznym można trafić do aresztu lub zapłacić 1500 zł. Oczywiście o to, co jest a co nie jest "nieobyczajnym wybrykiem" zawsze można się się spierać, ale lepiej nie doprowadzać do sytuacji, w której będziemy musieli przekonywać stróżów prawa, że nasze zachowanie akurat takim wybrykiem nie było.
10. A za zrywanie kwiatów lub owoców z cudzego ogrodu grozi nawet 250 zł.
Dla ciekawskich polecam lekturę Kodeksu wykroczeń. Jedyny kodeks, który naprawdę wciąga.
1. Zakłócanie ciszy nocnej i nie chodzi tutaj tylko o głośną muzykę. Kodeks wykroczeń mówi także o" alarmie, krzyku lub innym wybryku."
2. Jeden z artykułów mówi o tak zwanym zbieraniu ofiar. Kto organizuje zbiórkę publiczną bez stosownego pozwolenia podlega karze grzywny. Kiedy spotkacie na ulicy kogoś kto usilnie będzie prosił o pieniądze "na chore dzieci" wystarczy zapytać o pozwolenie na zbiórkę. Gwarantuje, że przestanie Was nagabywać :)
3. Nie każdy o tym wie, ale istnieje obowiązek właściwego oznakowania swojej posesji. Każdy dom powinien mieć w widocznym miejscu wywieszoną i oświetloną! tabliczkę z numerem porządkowym oraz nazwą ulicy. Za jej brak zapłacimy nawet 250 zł.
4. Za włóczenie się po drodze publicznej można otrzymać grzywnę nawet do 1 000 zł.
5. Za kąpiel w niedozwolonym miejscu grozi kara grzywny do 250 zł lub nagana.
6. Karane jest także zbieranie szyszek, gałęzi i mchu w lesie.
7. W lesie nie wolno także niszczyć grzybów (nieważne czy muchomor czy prawdziwek) .
8. Grzywną może skończyć się także puszczanie luzem psa w lesie, w celu innym niż polowanie. Jeśli nie jesteśmy myśliwymi lepiej, żeby był na smyczy.
9. Warto pamiętać także, że Kodeks wykroczeń mówi o tzw. "nieobyczajnym wybryku". Za jego dopuszczenie się w miejscu publicznym można trafić do aresztu lub zapłacić 1500 zł. Oczywiście o to, co jest a co nie jest "nieobyczajnym wybrykiem" zawsze można się się spierać, ale lepiej nie doprowadzać do sytuacji, w której będziemy musieli przekonywać stróżów prawa, że nasze zachowanie akurat takim wybrykiem nie było.
10. A za zrywanie kwiatów lub owoców z cudzego ogrodu grozi nawet 250 zł.
Dla ciekawskich polecam lekturę Kodeksu wykroczeń. Jedyny kodeks, który naprawdę wciąga.
czwartek, 15 grudnia 2011
Zwroty, reklamacje itd...
Święta zbliżają się wielkimi krokami więc wszyscy wpadają w zakupowy szał. Dopiero potem okazuje się że, coś było niepotrzebne, w złym rozmiarze lub zwyczajnie nam się nie podobało. Dlatego zawsze zanim kupimy trzeba sprawdzić czy dany sklep uznaje zwrot. Żadna ustawa nie nakłada na sprzedawcę obowiązku przyjęcia zwrotu. Jednak w większości sklepów, szczególnie z odzieżą można oddać to co niefortunnie kupiliśmy. W niektórych sieciówkach mamy na to nawet 30 dni. Oczywiście warunkiem jest to, aby rzecz nie była używana, miała metki lub oryginalne (niezniszczone) opakowanie no i koniecznie trzeba posiadać paragon.
Natomiast zupełnie inaczej sprawa wygląda kiedy kupiona przez nas rzecz popsuła się. Ustawa o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej nakłada na sprzedawców pewne obowiązki. Warto pamiętać, że:
1. Jeśli dany towar w ciągu 2 lat od kiedy go zakupiliśmy stanie się bezużyteczny, ponieważ zwyczajnie się popsuje (fachowo nazywa się to niezgodność towaru z umową) możemy zgłosić to sprzedawcy.
2. W takim wypadku sprzedawca ma obowiązek naprawić bądź wymienić towar na nowy. Jeśli jest to niemożliwe należy nam się zwrot pieniędzy.
3. Jeśli naprawiony towar, w ciągu kolejnych dwóch lat (termin od czasu naprawy / wymiany biegnie od początku) znowu się popsuje wtedy możemy od razu żądać zwrotu pieniędzy.
4. Sprzedawcy mają 14 dni na rozpatrzenie naszej reklamacji. Jeśli w tym czasie nie udzieli nam informacji uznaje się gwarancję za uznaną.
Trzeba pamiętać o przechowaniu paragonów. To on jest podstawą przy zgłaszaniu reklamacji. Czasami sprzedawcy idą na rękę kupującym, którzy nie mają paragonu, ale płacili kartą. Wtedy trzeba przynieść zaświadczenie z banku, że dokonaliśmy takiej transakcji. Jeśli wiemy jakie prawa nam przysługują możemy naprawdę na tym skorzystać. Sama reklamowałam między innymi rozwalone buy (po roku!) czy torebkę. Tak więc polecam, zbierajcie paragony nie tylko przy okazji świątecznych zakupów.
Polecam także stronę UOKiK.
http://www.uokik.gov.pl/faq_sprzedaz_konsumencka.php
Polecam także stronę UOKiK.
http://www.uokik.gov.pl/faq_sprzedaz_konsumencka.php
wtorek, 13 grudnia 2011
Świadek
Ostatnio głośno było o tym, że redaktor Michał Karnowski doprowadzony będzie przed oblicze sądu przez policję. A wszystko dlatego, że wspomniany redaktor już dwa razy bez usprawiedliwienia nie stawił się jako świadek w procesie jaki Związek Zawodowy Dziennikarzy i Pracowników Programu III i II PR wytoczył byłemu dyrektorowi Jackowi Sobali.
Więcej o sprawie można przeczytać tutaj:
http://www.tvn24.pl/-1,1727100,0,1,policja-ma-doprowadzic-karnowskiego-przed-sad,wiadomosc.html
Karnowski nie przyszedł, bo jak twierdzi miał ważne obowiązki zawodowe. Niewątpliwie takie usprawiedliwienie mógłby podać każdy, kto wzywany jest na świadka, i wcale nie musi być redaktorem. Wiadomo, że świadkiem nikt być nie lubi, bo po co się narażać (szczególnie w procesie karnym) tracić czas i nerwy. Jednak jeśli już sąd nas wezwie trzeba się stawić, bo jak nie, doprowadzą nas siłą, tak jak może się to stać niedługo ze wspomnianym redaktorem. Warto więc wiedzieć co możemy i co musimy kiedy zostaniemy świadkiem.
Czy to w procesie karnym czy cywilnym najważniejszym naszym obowiązkiem jest stawić się na wezwanie sądu. Jedynym usprawiedliwieniem nieobecności jest choroba, oczywiście musi być ona potwierdzone orzeczeniem lekarza. Nie możemy nie przyjść na rozprawę bo mamy imieniny cioci, wakacje lub cokolwiek innego. Nie możemy także nie zgodzić się na bycie świadkiem. Nikt nie ma prawa odmówić zeznań, no chyba, że jest m.in. małżonkiem, dzieckiem, rodzicem lub powinowatym strony. Kiedy w końcu dotrzemy na rozprawę trzeba powiedzieć wszystko co wiemy, choć świadkowie często na zadane pytania odpowiadają "nie pamiętam". Musimy mówić PRAWDĘ (za składanie fałszywych zeznań grozi kara, o czym poinformuje nas sąd zanim cokolwiek powiemy). Jednak może zdarzyć się tak, że odpowiedź na zadane przez sąd pytanie może narazić świadka lub jego bliskich na odpowiedzialność karną (tak, nie pomyliłam się), hańbę lub dotkliwą i bezpośrednią szkodę majątkową. Wtedy można odmówić odpowiedzi na pytanie. To samo dotyczy duchownych co do faktów, o jakich dowiedzieli się podczas spowiedzi. Świadkowie przesłuchiwani są w kolejności wyznaczonej przez sąd. W czasie kiedy jeden ze świadków odpowiada na pytania, reszta musi opuścić salę rozpraw.
Tak więc, jeśli sąd wzywa trzeba się stawić. Jednak świadkowi przysługują też pewne prawa. Przede wszystkim zwrot kosztów przejazdu (wraz z osobą towarzyszącą jeśli musi sprawować opiekę nad świadkiem) a także noclegów oraz utraconego zarobku lub dochodu. Jeśli mamy umowę o pracę to "utracony zarobek" liczy się w taki sam sposób jak przy obliczaniu ekwiwalentu za urlop. Oczywiście jeśli chcemy dostać pieniądze sami musi o to wystąpić do sądu. Jeśli o tym zapomnimy nasza strata. Zwrot kosztów należy nam się także jeśli mimo wezwania nie zostaliśmy przesłuchani.
Bycie świadkiem nie jest może najbardziej komfortową sytuacją na świecie, ale zawsze lepsze to niż występowanie w procesie jako pozwany lub oskarżony :)
Więcej o sprawie można przeczytać tutaj:
http://www.tvn24.pl/-1,1727100,0,1,policja-ma-doprowadzic-karnowskiego-przed-sad,wiadomosc.html
Karnowski nie przyszedł, bo jak twierdzi miał ważne obowiązki zawodowe. Niewątpliwie takie usprawiedliwienie mógłby podać każdy, kto wzywany jest na świadka, i wcale nie musi być redaktorem. Wiadomo, że świadkiem nikt być nie lubi, bo po co się narażać (szczególnie w procesie karnym) tracić czas i nerwy. Jednak jeśli już sąd nas wezwie trzeba się stawić, bo jak nie, doprowadzą nas siłą, tak jak może się to stać niedługo ze wspomnianym redaktorem. Warto więc wiedzieć co możemy i co musimy kiedy zostaniemy świadkiem.
Czy to w procesie karnym czy cywilnym najważniejszym naszym obowiązkiem jest stawić się na wezwanie sądu. Jedynym usprawiedliwieniem nieobecności jest choroba, oczywiście musi być ona potwierdzone orzeczeniem lekarza. Nie możemy nie przyjść na rozprawę bo mamy imieniny cioci, wakacje lub cokolwiek innego. Nie możemy także nie zgodzić się na bycie świadkiem. Nikt nie ma prawa odmówić zeznań, no chyba, że jest m.in. małżonkiem, dzieckiem, rodzicem lub powinowatym strony. Kiedy w końcu dotrzemy na rozprawę trzeba powiedzieć wszystko co wiemy, choć świadkowie często na zadane pytania odpowiadają "nie pamiętam". Musimy mówić PRAWDĘ (za składanie fałszywych zeznań grozi kara, o czym poinformuje nas sąd zanim cokolwiek powiemy). Jednak może zdarzyć się tak, że odpowiedź na zadane przez sąd pytanie może narazić świadka lub jego bliskich na odpowiedzialność karną (tak, nie pomyliłam się), hańbę lub dotkliwą i bezpośrednią szkodę majątkową. Wtedy można odmówić odpowiedzi na pytanie. To samo dotyczy duchownych co do faktów, o jakich dowiedzieli się podczas spowiedzi. Świadkowie przesłuchiwani są w kolejności wyznaczonej przez sąd. W czasie kiedy jeden ze świadków odpowiada na pytania, reszta musi opuścić salę rozpraw.
Tak więc, jeśli sąd wzywa trzeba się stawić. Jednak świadkowi przysługują też pewne prawa. Przede wszystkim zwrot kosztów przejazdu (wraz z osobą towarzyszącą jeśli musi sprawować opiekę nad świadkiem) a także noclegów oraz utraconego zarobku lub dochodu. Jeśli mamy umowę o pracę to "utracony zarobek" liczy się w taki sam sposób jak przy obliczaniu ekwiwalentu za urlop. Oczywiście jeśli chcemy dostać pieniądze sami musi o to wystąpić do sądu. Jeśli o tym zapomnimy nasza strata. Zwrot kosztów należy nam się także jeśli mimo wezwania nie zostaliśmy przesłuchani.
Bycie świadkiem nie jest może najbardziej komfortową sytuacją na świecie, ale zawsze lepsze to niż występowanie w procesie jako pozwany lub oskarżony :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




